Access Virus Indigo
Tym razem nietypowy gość zawitał w mojej pracowni. Access Virus Indigo. Z relacji właściciela wynikało, że instrument nie uruchamia się w ogóle będąc przysłowiową cegłą. Ze wstępnej analizy okazało się, że instrument uruchamia bootloader ale pozostaje w pętli cyklicznych resetów nie załączając nawet podświetlenia wyświetlacza LCD przez co mogło się wydawać, iż w ogóle nie reaguje na wyłącznik zasilania (bardzo trudno było zauważyć, iż na wyświetlaczu wyświetlana jest jakakolwiek treść). Tak, czy inaczej syntezator wyświetlał wersję systemu operacyjnego po czym się resetował i tak w kółko.
Szybko okazało się, że przyczyną takiego zachowania jest skomplikowany blok zasilający zbudowany z przetwornicy DC/DC oraz kilku stabilizatorów. Na każdej szynie zasilającej występowały bardzo duże wahania i piki napięciowe rzędu 800mV. Wymieniono wszystkie kondensatory elektrolityczne i tantalowe (33 sztuki), naprawiono obwód załączania podświetlenia wyświetlacza LCD (montując 2 rezystory), wymieniono uszkodzony potencjometr Master Volume, przelutowano niektóre układy scalone oraz wyczyszczono wszystkie pokrętła, jak i panel urządzenia. Po tych czynnościach instrument wrócił do pełnej sprawności, choć patrząc na rozwiązanie oryginalnego zasilacza nie jestem pełen podziwu dla kunsztu inżynierskiego.
Zastosowano gotowy moduł zasilacza o napięciu 12V i prądzie 1.25A, który bezczelnie zabudowano wewnątrz urządzenia nie siląc się nawet na profesjonalne podłączenie tylko stosując zwykłe, koncentryczne gniazdo zasilające. Biorąc pod uwagę muzyczną wartość urządzenia, jak i jego cenę czy opinię marki naprawdę nie jest to powód do dumy dla producenta. Podobnie, jeśli chodzi o klawiaturę – to jakiś najtańszy i lichy moduł ważący góra 200g. Na plus muszę jednak zaliczyć doskonałą konstrukcję, jeśli chodzi o serwis instrumentu oraz wielowarstwową płytkę drukowaną, co ma sprzyjać jakości audio.