Korg Prologue
Tym razem dość nietypowa naprawa – choć tak do końca naprawą bym tego nie nazwał – a dotyczy ona ciekawego instrumentu, jakim jest Korg Prologue.
Sprzęt całkiem świeży i generalnie uceglony (nie odpala się). Był już w serwisie i wrócił z diagnozą, iż płyta główna jest do wymiany. Koszt: ponad 1000 zł (instrument wart około 3000–4000 zł).
No i trafił do mnie.
Zacząłem, typowo, od sprawdzenia, czy zasilacz dostarcza wszystkich napięć zasilających (zwykle jest ich kilka – dla części cyfrowej i analogowej: 3.3V, 1.8V, 5V, ±12V itd.). Dość szybko okazało się, że brakuje napięcia 3.3V dla całej cyfrowej części instrumentu, ponieważ padł dość mizerny stabilizator (scalak w obudowie SOT-23). Dlaczego serwis tego nie sprawdził i nie podjął się jego wymiany – nie wiem. Zdecydowałem się na wymianę tegoż scalaka „generującego” 3.3V i cały sprzęt ruszył… ale tylko na chwilę. Zadziałało zabezpieczenie thermal shutdown stabilizatora, wyłączając go, po czym sprzęt się restartował – i tak w kółko.
Pytanie: dlaczego oryginalny stabilizator uległ uszkodzeniu?
Otóż dlatego, że prąd pobierany przez część cyfrową instrumentu był prawie 2,5 raza większy niż możliwości tego scalaka (~450 mA zamiast maksymalnych 200 mA). Skąd tak duży pobór prądu? Stąd, że główny procesor ARM firmy STM, który intensywnie się nagrzewał, pobierał go niesłusznie z zasilacza. A dlaczego tak się grzał? Bo dostał „strzała” w czasie intensywnej burzy (informacje od klienta – post factum) i już się nie podniósł. Najpewniej przebiciu uległy diody zabezpieczające na pinach mikrokontrolera, obecne w jego strukturze, co spowodowało coś w rodzaju pseudo-zwarcia.
Co, oprócz wymiany płyty głównej – do której de facto nie mam dostępu – mogłem zaproponować?
Zastosowałem mocniejszy stabilizator w dużej obudowie TO-220, wyposażonej w radiator, dodatkowo przykleiłem radiator na mikrokontroler i tym samym sprzęt wrócił do życia. Czy na długo? Niekoniecznie. Po kilku godzinach (4–5) pracy nawet taki tandem zaczynał odmawiać posłuszeństwa. Było to jednak wszystko, co dało się zrobić niskim kosztem, a właścicielowi odpowiadało takie rozwiązanie. Czy ten sprzęt popracuje długo w tej konfiguracji? Trudno powiedzieć. Może działać kolejne lata, a może paść za tydzień, miesiąc czy dwa. To są tzw. kompromisy, a ja zawsze dokładnie informuję właściciela, jakie są alternatywy. Czy zwiększony pobór prądu obciąża inne elementy? Nie. Zasilanie realizowane jest przez zasilacz impulsowy z zapasem mocy, który bez problemu pracuje, nie grzejąc się, nawet przy dodatkowym obciążeniu rzędu 200 mA.
Ten kompromis kosztował ułamek wartości płyty głównej.