Nord Lead 1
Kolejny syntezator tej zacnej marki w mojej pracowni. I kolejny bardzo dobrze zaprojektowany pod kątem ewentualnego serwisu. Ten konkretny egzemplarz trapiły następujące usterki:
- niedziałające (częściowo) mikroprzełączniki panelu sterowania,
- sporadyczne zawieszanie się instrumentu podczas włączania,
- problemy z dynamiką klawisza D#3.
W ramach naprawy wymieniono wszystkie mikroprzełączniki panelu sterowania. Co ciekawe i typowe dla innych modeli instrumentów tej marki, producent zastosował tu dość nietypowe i bardzo drogie switche (Marquardt 6450), które, jak widać, nie okazały się zbyt trwałe. Jedyną ich zaletą jest to, że nie wymagają dodatkowego klawisza, gdyż jest on zintegrowany z ich plastikową obudową. Niemniej jednak ich cena, kilkadziesiąt razy wyższa niż cena typowego switcha, nie przekłada się na jakość elementu.
Natomiast jeśli chodzi o naprawę usterki w postaci sporadycznego zawieszania się instrumentu, to muszę przyznać, że mimo szczerych chęci nie udało mi się doprowadzić do takiej sytuacji. Profilaktycznie, a także z uwagi na wiek instrumentu, wymieniłem wszystkie kondensatory elektrolityczne na płycie głównej, na panelu sterowania i w zasilaczu. Co ciekawe, w zasilaczu zastosowano dość drogie kondensatory elektrolityczne osiowe (prawdopodobnie z uwagi na brak miejsca w pionie).
Z kolei w ramach naprawy problemu z dynamiką klawisza D#3 wymieniono gumę przewodzącą pod klawiaturą tej oktawy. Naprawiono również uszkodzoną (ale nie przerwaną) taśmę łączącą klawiaturę instrumentu z płytą główną.
Na koniec wyczyszczono wnętrze i panel sterowania instrumentu oraz wymieniono uszkodzony kabel zasilający.